manifesto.jpg

Konteksty: porządek dyskursu, porządek manifestu
Rozpoczyna się cytatem z Marxa: „Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu”. Ale tak naprawdę zaczyna się minutę i piętnaście sekund wcześniej – płonącym ogniem i iskrami, które dopiero później, gdy kamera Juliana Rosefeldta przestanie skupiać uwagę na samym żywiole i kompilacjach tekstów, wypowiadanych przez Cate Blanchett, zamienią się w tło dla jednego z tytułowych manifestów. Mowa oczywiście o filmie-instalacji Manifesto, który od kilku miesięcy skupia na sobie uwagę widzów kinowych, publiczności galeryjnej, wreszcie – krytyków i teoretyków, podekscytowanych możliwościami interpretacji, jakie daje ten intermedialny projekt. Rekonstruowane są więc kolaże fragmentów, z których Rosefeldt ulepił trzynaście sytuacji i komunikatów z mniej lub bardziej znanych manifestów, oraz ich logika. Podkreśla się wyjątkowy warsztat aktorski Cate Blanchett, która staje się twarzą i duchem filmu: patrzy bezpośrednio w oko kamery jako bezdomny alkoholik, dziennikarka, punkówa, lalkarka czy ktokolwiek inny. Panuje powszechna zgoda dotycząca pieczołowitości, z jaką autorzy Manifesto stworzyli kilkanaście światów równoległych, w których manifesty mogą wybrzmieć na nowo. Warto zatem zastanowić się, czemu właściwie zawdzięczamy powstanie Manifesto właśnie teraz i co mówi do nas film Rosefeldta.
1.
Właściwie słowo „manifest” mogłoby zostać, zważywszy na etymologię, zastąpione „truizmem” – pochodzi ono od łacińskiego „manifestus”, czyli „oczywisty” 1. A przecież wcale nie dotyczy oczywistości, wprost przeciwnie – powstanie manifestu jako gatunku nie bez powodu datuje się na koniec osiemnastego wieku, czyli czas rewolucji francuskiej2, a największe natężenie tekstów, które według definicji „przyjmują jednoznaczne stanowisko i ustanawiają między nadawcą a jego adresatami relację, wyrażającą jawny zakaz lub nakaz” 3, datuje się na drugą połowę wieku dziewiętnastego oraz pierwsze trzy dekady wieku dwudziestego. Manifesty więc towarzyszą okresom strukturalnych zmian w zachodnich społeczeństwach i ich niepokojom. Aktywizują, dają nadzieję, budują wizję lepszej przyszłości. Być może wiara w wartości, zapośredniczone przez manifesty, motywuje do działania. A jednocześnie manifest jest manichejskim wyznaniem wiary w nowy porządek: dokonuje podziału świata na przeszłość, od której należy się w pełni odciąć, która nie była „właściwym” czy też „prawdziwym” życiem, oraz na „dobrą nowinę” – przyszłość zaprojektowaną według precyzyjnych zasad; przyszłość, która daje szansę na zbawienie.
Manifesty pojawiły się nie tylko równolegle z rozmaitymi rewolucjami, ale też same zawierają w sobie rewolucyjny pierwiastek, występując przeciwko obowiązującemu porządkowi – społecznemu, politycznemu, estetycznemu. Ten, kto performuje manifest, ustawia się w pozycji mniejszościowej, peryferyjnej: nie poważa dominującego języka, który rości sobie pretensje do opisu świata, wierzy, że nie tyle jest on nieprecyzyjny, ile po prostu niewystarczający. Manifest więc można wyobrazić sobie jako narzędzie poszerzania szczelin pękającej rzeczywistości.
2.
Jeśli przyłożyć tę utrwaloną przez bez mała dwieście lat, opisaną powyżej miarę do Manifesto, odkryć możemy, że pozycja, z której mówi do nas Julian Rosefeldt (Cate Blanchett? A może oboje?), jest dużo bardziej złożona. Z jednej strony, jak słusznie zauważyła w recenzji filmu Maria Poprzęcka 4, reżyser po prostu sprawdza, co pozostało ludzkości po wielkich słowach artystów, aktywistów, reformatorów, którzy chcieli zburzyć świat i zbudować nowy. Drugi poziom refleksji – który zawdzięczamy postmodernizmowi – utworzony za pomocą wrzucania zmiksowanych manifestów w obce im konteksty, podbijające, zmieniające, różnicujące ich znaczenie, dystansuje i konfunduje odbiorcę. Przekazuje on komunikat, którego esencją jest świadomość: świadomość, że również zapalczywe słowa i zachęcanie do działania w imię wyższych – tych czy owych – idei to nic innego, jak walka o odebranie i przejęcie władzy. Słysząc odważne słowa autorów 5 manifestów, nie sposób nie zadać sobie pytania: czy ich rewolucyjny potencjał miałby tylko zmienić osoby odpowiedzialne za zarządzanie językiem, wyobraźnią i celami reszty ludzi, czy „wyzwolić” ludzi od wszystkich, którzy posługują się przemocą: symboliczną lub jak najbardziej dosłowną?
Gdy spojrzymy na Manifesto w najbardziej aktualnym kontekście – tekstów kultury, które próbują jeśli nie przeanalizować współczesność, to przynajmniej zadać pytania dotyczące jej wycinków – dostrzec możemy, jak projekt Rosefeldta komponuje się z serialem Black Mirror, proponującym refleksję dotyczącą przyszłości rozwoju technologicznego (i nie tylko) ludzkości oraz jego wpływu na życie społeczności; czy dokumentami Laury Poitras, która pokazuje, jakie mechanizmy stoją w rzeczywistości za deklaracjami dotyczącymi wolności i transparentności. Być może pokazuje to, że po dwustu latach nie potrzebujemy manifestów do tego, by zagrzewały nas do zmiany świata – ale otwartość formy, jaką proponuje Julian Rosefeldt, nie odpowiada na pytanie, czego (i czy czegokolwiek) potrzebujemy zamiast nich.
- 1. Zob. hasło „manifesto”, w: Oxford Learner’s Dictionaries, https://www.oxfordlearnersdictionaries.com/definition/english/manifesto?...
- 2. Claude Abastado Introduction à l’analyse des manifestes, „Littérature”, nr 39/1980, s. 4.
- 3. Tamże.
- 4. Maria Poprzęcka Bum!, Dwutygodnik.com nr 11/2017, http://www.dwutygodnik.com/artykul/7518-bum.html.
- 5. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Rosefeldtowi nie udało się znaleźć żadnego interesującego go manifestu kobiecego, czy chodziłoby o SCUM Manifesto Valerie Solanas, czy Manifest 343, czy Manifest Ksenofeministyczny.

