RIVERS OF BABILON

PETER PIŠŤANEK
2017
7-8 (728-729)

Wydana w 1991 roku powieść Petera Pišťanka pod takim tytułem jest chyba do dziś największym słowackim hitem literackim od czasu upadku komunizmu. Oparta na podobnym pomyśle co Kariera Nikodema Dyzmy i pod wieloma względami przypominająca też Karierę Artura Ui Brechta czy Operę żebraczą Gaya/Havla, w krzywym zwierciadle pokazała siermiężny świat rodzącego się słowackiego „turbokapitalizmu” początku lat dziewięćdziesiątych na przykładzie powieściowego hotelu Ambassador. Soczystym, niestroniącym od slangu i wulgaryzmów językiem – co w tamtych czasach uznano za szokujące – a też z wielkim poczuciem humoru i w sposób bardzo poetycki opowiadała historię prostego palacza hotelowego Rácza, który przybywa do miasta, aby się jak najszybciej wzbogacić. I to mu się udaje. Dzięki niebywałemu sprytowi oraz wyzbyciu się wszelkich hamulców i skrupułów, zostaje kolejno dyrektorem i właścicielem hotelu, a później opanowuje cały półświatek przestępczy i robi jeszcze większą karierę. Świat powieści Pišťanka zaludniają drobni kombinatorzy, cinkciarze, złodziejaszki, prostytutki, dawni tajniacy i cyniczni prawni doradcy, a Rácz na ich tle – mimo zdecydowanie niemoralnego zachowania (jego życiowym mottem mogłoby być jedno ze zdań powieści: „Głupi ten, co daje, a jeszcze głupszy ten, co nie bierze”) – wydaje się postacią niemal pozytywną. Współczesny, nieżyjący już klasyk literatury słowackiej Rudolf Sloboda nazwał go „sympatycznym drapieżnikiem”. Pomysł zaadaptowania utworu dla potrzeb Teatru Narodowego zrodził się ponad trzy lata temu, a premiera miała miejsce pod koniec stycznia ubiegłego roku. Autor powieści już jej jednak niestety nie doczekał – w marcu 2015 roku popełnił samobójstwo.

Słoweński reżyser i zarazem autor adaptacji Diego de Brea nie miał łatwego zadania, bo powieść niczym sznur korali składa się z bardzo licznych epizodów, ale udało mu się z tego całkiem nieźle wybrnąć. Pominął głównie wątki, które osadzały akcję w latach dziewięćdziesiątych, dzięki czemu sztuka nabrała zdecydowanie bardziej uniwersalnego charakteru. Nie zrezygnował z satyrycznego wydźwięku, ale w jego wersji tekst jest zdecydowanie bardziej mroczny i drapieżny, a główna postać – choć nadal zaczyna jako palacz – to od początku inteligentny, bezwzględny i świadomy celu gangster, który nie waha się łamać ustalonych zasad i stopniowo zdobywa coraz więcej władzy, żeby z satysfakcją zza kulis pociągać za sznurki. Kiedy w jednej z końcowych scen – pozowaniu do ślubnej fotografii – główny bohater po raz pierwszy próbuje się uśmiechnąć, zdobywa się jedynie na złowieszczy i budzący grozę grymas. To nie jest „sympatyczny drapieżnik”, tylko ostrzeżenie przed rzeczywistymi drapieżnikami współczesnego świata. Rivers of Babilon bratysławskiego Teatru Narodowego to sztuka zmysłowa, prowokacyjna i bardzo aktualna – o perwersyjnych czasach, w których żyjemy.

Andrzej S. Jagodziński

Udostępnij