MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL EUROKONTEXT W BRATYSŁAWIE
Organizowany przez Słowacki Teatr Narodowy w Bratysławie Międzynarodowy Festiwal Eurokontext ma niedługą tradycję, ale zdołał już zająć istotne miejsce na mapie teatralnej Europy Środkowej. Po raz pierwszy zorganizowano go w 2014 roku, łącząc wtedy w ramach jednej imprezy występy teatrów dramatycznych, operowych i baletowych (Polskę reprezentował warszawski Teatr Narodowy z Bezimiennym dziełem Witkacego). Od następnego roku wprowadzono już jednak zasadę, że pod tą samą nazwą w latach nieparzystych będą się odbywały przeglądy teatrów dramatycznych, a w latach parzystych – operowych i baletowych. Tegoroczna edycja festiwalu – pod hasłem „Cywilizacja zagraża cywilizacji” – była więc czwartą z kolei, ale trzecią prezentującą sceny dramatyczne. W ciągu jedenastu dni czerwca wystąpiło tam osiem teatrów z Czech, Islandii, Niemiec, Polski (krakowski Stary Teatr im. Modrzejewskiej z Wrogiem ludu Ibsena), Rumunii, Słowenii i Węgier, zaś gospodarz pokazał dziewięć spektakli, które tematycznie odpowiadały hasłu imprezy. Większość z nich stanowiły słowackie sztuki współczesne – efekt konsekwentnej polityki repertuarowej prowadzonej przez ten teatr.
Jest to głównie zasługa reżysera Romana Poláka, od początku 2013 roku kierującego sceną dramatyczną. Według jego koncepcji scena narodowa powinna nie tylko poszukiwać nowych interpretacji światowej i rodzimej klasyki, ale także otwierać się na nową dramaturgię, reagując w ten sposób na współczesne problemy i dokonując rozliczenia z własną przeszłością. W ostatnich latach bratysławski Teatr Narodowy nie tylko wystawia najciekawsze nowe sztuki słowackich autorów na takie tematy, ale wręcz je u nich zamawia (aktualnie ma w repertuarze cztery utwory zamówione i kolejne cztery zamówione adaptacje powieści). Do tego dochodzi konsekwentne otwieranie się na świat, czyli specjalny program zamawiania tekstów u autorów zagranicznych i drugi – niejako lustrzany – zapraszania zagranicznych reżyserów do realizacji słowackich sztuk współczesnych.
Efektem pierwszego z tych programów są trzy inscenizacje sezonu 2016/2017: Czecha Jiříego Havelki Elity, Austriaka Bernharda Studlara Túžba po nepriateľovi (Tęsknota za wrogiem) i zmarłego niedawno wybitnego pisarza węgierskiego Pétera Esterházyego Mercedes Benz (parę słów o nich za chwilę), zaś efektem drugiego – pięć realizacji (na otwarcie przyszłego sezonu przybędzie szósta), spośród których cztery znalazły się w programie Eurokontextu. I choć zagraniczny reżyser nie zawsze gwarantuje sukces artystyczny sztuki (dwa spośród czterech takich przedstawień były niestety przez nich raczej zepsute), to jednak niewątpliwie daje to pewną szansę wystawienia współczesnych sztuk słowackich także poza granicami własnego kraju.
Zarówno w omówionych poniżej w sposób bardziej szczegółowy utworach, jak i w pozostałych sztukach słowackich przeglądu – Spievajúci dom (Śpiewający dom) Slávy Daubnerovej i Strach Petera Lomnickiego – dominowała tematyka społeczna. Pierwsza z nich to oparta na faktach historia kobiety, która w małym miasteczku na południu Słowacji przez piętnaście lat terroryzowała sąsiadów, puszczając im przez potężne głośniki od szóstej rano do dziesiątej wieczorem wciąż tę samą arię Placida Domingo, druga zaś – o teoriach spiskowych jako sile napędowej dzisiejszych czasów. Jednak w obu przypadkach autorzy nie bardzo potrafili zdecydować się na główny problem utworu i na jego konwencję. Nie wciągają też widza do środka konfliktu, lecz trzymają go na dystans jako odległego obserwatora.
Zaprezentowano też utwory autorów zagranicznych, napisane na zamówienie bratysławskiej sceny narodowej. To Elity czeskiego autora i reżysera Jiříego Havelki – ciesząca się dużym powodzeniem wśród publiczności, lecz niestety dość uproszczona i czarno-biała próba stworzenia genealogii współczesnych elit politycznych i gospodarczych; Túžba po nepriateľovi (Tęsknota za wrogiem) młodego austriackiego dramatopisarza Bernharda Studlara – wręcz apokaliptyczna wizja świata, w którym ludzi łączy już tylko złość, niezadowolenie z własnego życia, nienawiść do „innych” i tytułowa potrzeba posiadania jakiegoś wroga; oraz wreszcie najciekawsza z nich – Mercedes Benz wybitnego, węgierskiego prozaika Pétera Esterházyego. Autor ten miał już wcześniej kilka sztuk na swoim koncie, ale dość niechętnie pisał dla teatrów i nigdy nie na zamówienie, więc fakt, że nie odmówił Bratysławie i to w dodatku kiedy był już poważnie chory, ma szczególną wagę.
Wyjściowym pomysłem sztuka luźno nawiązuje do dziewiętnastowiecznego dramatu węgierskiego Tragedia człowieka Imre Madácha: Bóg i Lucyfer zakładają się, że mimo wszelkich prób sprowadzenia na złą drogę jedna z rodzin w Europie Środkowej pozostanie zawsze po stronie dobra. Chodziło oczywiście o pochodzący z okolic Galanty (dziś to w Słowacji) węgierski arystokratyczny ród Esterházych. Na przykładzie jego losów pokazane są dramatyczne dzieje Europy Środkowej od osiemnastego do dwudziestego wieku – wciąż co jakiś czas odbijające się czkawką w Budapeszcie i Bratysławie, ale doskonale zrozumiałe i ważne również w Wiedniu, Warszawie czy Pradze.
Jak w swym opus magnum Harmonia caelestis (i jego Wydaniu poprawionym), w tej sztuce Esterházy też jest z jednej strony analityczny i precyzyjny, z drugiej zaś zjadliwie ironiczny, błyskotliwy i dowcipny. W groteskowym, ale i potwornym danse macabre defilują na scenie węgierscy chłopscy powstańcy (kurucowie) i habsburscy sołdaci (labancowie), Turcy i rewolucjoniści, faszyści i komuniści, Haydn (nadworny kompozytor Esterházych) i ubecy, ludzie przyzwoici i różne kreatury, a także ojcowie, matki i… kochanki rodu. Zaś na koniec każdej części rozlega się demoniczny śmiech Janis Joplin z jej słynnego standardu „Mercedes Benz”.
Sztuka – choć będąca niełatwą grą intelektualną – jest sama w sobie fascynująca i mogłaby zaciekawić publiczność w całej Europie Środkowej, bo w dużym stopniu nasze kraje łączy wspólna historia. Na Słowacji brzmi ona jednak w sposób całkiem szczególny – w kontekście skomplikowanych dziejów stosunków słowacko-węgierskich oraz wypływających z historii słowackich urazów, kompleksów i frustracji. W Bratysławie jest to nie tylko atrakcyjny i zabawny fresk historyczny, lecz utwór mówiący też o tożsamości narodowej i stawiający pytania o to, jak się zachować w trudnych czasach (które niestety w tej przestrzeni nadchodziły zdecydowanie zbyt często).
Festiwal Eurokontext 2017 pokazał, że bratysławski Teatr Narodowy – choć działający w niewielkim kraju i na małym rynku – odważnie uczestniczy w debacie publicznej. Wypełnione sale (mimo że znaczna część opisanych inscenizacji grana jest od kilku miesięcy czy nawet dłużej) świadczą, że istnieje na to społeczne zapotrzebowanie. Jak dowcipnie stwierdził recenzent najważniejszego tygodnika „Tyždeň”: „Ostatnie sezony dowodzą, że Słowacki Teatr Narodowy w ogóle nie kieruje się prawami rynku ani popytu, a mimo to do swoich sal potrafi ściągnąć tłumy”. Wydaje się, że receptą na to jest właśnie podejmowanie żywych i ważnych, choć nierzadko drażliwych tematów współczesnych i historycznych. I że widzowie doceniają tę odwagę mimo tego, że nie wszystkie inscenizacje są także wybitnym sukcesem artystycznym.

