663.jpg

Dziewiętnastowieczny plan miasta opartego na zasadach równości, wolności i jedności inspirowanego komunami Charles’a Fouriera. Domena publiczna

Transkrypcja wywiadu z Kaylą Puan

Wywiad przeprowadzony przez M.E. O’Brien
Tłumaczenie: 
Michalina Augusiak i Ida Ślęzak
W numerach
Styczeń
2021
1 (770)

Nagrano w komunie North Ironbound w Newark 24 czerwca 2069. 1

POCZĄTEK TRANSKRYPCJI

O’BRIEN: Cześć. Nazywam się Michelle i przeprowadzam wywiad z Kaylą Puan dla New York Trans Oral History Project. To projekt historii mówionej skoncentrowany na doświadczeniach osób identyfikujących się jako trans. Jest 24 czerwca 2069 r. Nagrywamy w Komunie North Ironbound w Newark. Witaj Kayla.

PUAN: Cześć Michelle.

O’BRIEN: Zacznij proszę od przedstawienia się.

PUAN: Jasne. Nazywam się Kayla Dorothy Hart Puan. Mam siedemnaście lat, urodziłam się i wychowałam tutaj, w North Ironbound. Jestem fotografką. Powinnam chyba powiedzieć, że jestem trans. Jestem dziewczyną. Kobietą. Transkobietą?

O’BRIEN: Siedemnaście? Więc wkrótce wyruszasz na wyprawę?

PUAN: Tak! Planowałam moją wyprawę przez ostatnich kilka miesięcy i jestem bardzo podekscytowana. Mogę ci o niej opowiedzieć?

O’BRIEN: To twój wywiad! Mów, o czym tylko chcesz.

PUAN: Nigdy wcześniej nie podróżowałam, jeździłam tylko pociągiem do kilku najbliższych miast. Na początek popłynę żaglowcem towarowym na południe. Zatrzymam się w Baltimore i w Miami, potem skierujemy się na Kubę. Dalej będę się przemieszczać mniejszymi łodziami i odwiedzę Jamajkę, Trynidad i Portoryko.

O’BRIEN: Dlaczego akurat Karaiby?

PUAN: Spotkam się z przyjaciółmi. Transdzieciakami, które znam z sieci. Współtworzymy kolektyw fotograficzny, nazywamy się Kimera. W zeszłym roku mieliśmy wystawę, która była pokazywana w paru miejscach. Nigdy jeszcze nie widziałam ich na żywo! Mam zamiar spędzić u każdego z nich po dwa tygodnie. Wszyscy poza mną mieszkają na Karaibach i myślę, że spotkanie z nimi będzie najprzyjemniejszą częścią mojej wyprawy. Kiedy już wszystkich odwiedzę, pojadę do Nowego Orleanu. Mam tam staż w studiu fotograficznym, które stosuje kilka naprawdę ciekawych technik obróbki, których chcę się nauczyć. Potem pojadę pociągiem do Kolorado.

O’BRIEN: Co takiego jest w Kolorado?

PUAN: Kareem, mój tata, jeden z moich tatów, został tam zabity. Spędzę miesiąc, wędrując po dawnych polach bitewnych w Górach Skalistych i odwiedzę miejsce, gdzie go pochowano. (pauza) Mój tata zginął podczas walk z faszystami, kiedy miałam pięć lat. To było potwornie smutne. Pamiętam, że byłam strasznie przygnębiona. Nie pamiętam Kareema za dobrze. Wydaje mi się, że kiedy zaczęła się insurekcja, był w wojsku, a cała jego jednostka wcześnie zdezerterowała. To częściowo dzięki niemu Newark wyzwoliło się znacznie szybciej niż wiele innych miejsc. Uczył wszystkich w okolicy, jak obchodzić się z bronią i próbował rekrutować ludzi do walki z faszystami. Nie pamiętam tego. Ale pamiętam, jak źle było po jego śmierci. To był bardzo trudny czas dla nas wszystkich. (długa pauza)

O’BRIEN: Masz szansę odwiedzić miejsce, gdzie został pochowany – to chyba ważne.

PUAN: Tak. (pauza)

O’BRIEN: Możemy do tego później wrócić. Co po Kolorado?

PUAN: Przejdę pieszo do Wyoming i odbędę tam swoją służbę. Konfederacja Blackfoot prowadzi tam kopalnię rzadkich ziem. Wydobywają Samarium. Używa się go w laserach. Będę tam pracować przez trzy miesiące.

O’BRIEN. Czy to niebezpieczne?

PUAN: Trochę. Wydaje mi się, że samo Samarium nie jest niebezpieczne, ale przebywanie po kilka godzin z rzędu pod ziemią jest ryzykowne, zawsze może też dojść do wypadku. Naród Blackfoot ma jednak ogromną wiedzę w kwestii bezpieczeństwa pracy i redukowania efektów środowiskowych. Z tego, co rozumiem, znaleźli rozwiązania, które pozwalają robić to bezpiecznie. Ale to ciężka praca i nikt nie pracuje w kopalniach zbyt długo. Zdaje się, że głównie roboty. Mimo to do niektórych rzeczy naprawdę potrzebują ludzi, jednak wszyscy zgadzają się, że nikt nie powinien być pod ziemią za długo. Wiele dzieciaków – to znaczy dorosłych, dzieciaków takich jak ja, które stają się dorosłymi – w trakcie wyprawy realizuje tam swoje trzy-miesiące, tak jak ja. Wydaje mi się, że to jedna z mniej przyjemnych prac, które można wykonywać w ramach swoich trzech-miesięcy służby. No i w kopalni chyba należy dużo się modlić? Górnictwo jest niebezpieczne również duchowo. Zabiera się rzeczy z Ziemi. Więc przez cały czas dużo się modlimy i wykonujemy rytuały. Czytałam o tym, ale nie wiem o tym zbyt wiele. Nigdy się nie modliłam i nie jestem pewna, na czym to dokładnie polega. Wydaje mi się, że moja mama się modli. Albo medytuje? Nie jestem pewna, czy chodzi jej o to samo, co robi się w kopalni.

O’BRIEN: Brzmi jak wspaniała wyprawa! Planujesz tu potem wrócić?

PUAN: Tak! Nie wiem, co będę potem robić, ale myślę, że może zajdę w ciążę i zacznę się uczyć, jak udzielać lekcji fotografii.

O’BRIEN: Opowiedz o twoich zdjęciach i zdjęciach twojego kolektywu.

PUAN: Moje zdjęcia są bardzo filmowe. Wyglądają jak kadry z filmów, gier albo VRu. Lubię, kiedy ludzie mają na twarzach silne emocje, które mogę uchwycić. Próbowałam inscenizować zdjęcia z aktorami albo po prostu fotografować rzeczy, które widzę na co dzień. Ale ostatnio zaczęło mi się podobać ustawianie aparatu w jakimś stałym miejscu, gdzie przechodzi dużo osób, na przykład w stołówce. Potem przez kilka tygodni przeglądam ujęcia za każdym razem, gdy ktoś przechodzi przed aparatem. Szukam obrazów sugerujących zarys jakiejś fabuły, będących jak scena z rozwijającego się scenariusza, który można próbować odgadnąć. Sądzę, że wkręciłam się w to dlatego, że dorastając, uwielbiałam filmy. Przez jakiś czas myślałam, że zajmę się produkcją filmową. Wychowałam się na popularnych namibijskich operach mydlanych, które są na maksa melodramatyczne. Kiedy byłam dzieckiem, zawsze fascynował mnie subsaharyjski świat filmowy i przez lata myślałam, że się tam przeprowadzę i będę robić filmy, stanę się częścią tego wspaniałego świata. Ale sądzę, że na razie odkryłam aspekt kina, który mnie najbardziej pociąga, czyli obrazy wywołujące narracje. W moim kolektywie wszyscy na różne sposoby zajmujemy się portretowaniem ludzkich twarzy i wszyscy jesteśmy trans, ale poza tym mamy rozmaite zainteresowania. Wydaje mi się też, że wszystkich nas jakoś interesuje zabieg denaturalizacji, ale różnie do niego podchodzimy.

O’BRIEN: To brzmi bardzo interesująco. Mówiłaś, że myślisz o zajściu w ciążę? Czy wśród transkobiet to powszechne?

PUAN: Tak, właściwie jest to teraz dość powszechne wśród moich znajomych z sieci. Znam jedną dziewczynę z Brooklynu, która w tej chwili jest w ciąży. Zawsze chciałam to zrobić. Mnie ktoś urodził. Cóż, każdego ktoś urodził. Wiesz, o co mi chodzi. Osoba, która mnie urodziła, nie jest moim rodzicem. Ma na imię Emile. Mieszka w Elizabethtown, prawie co roku jeżdżę do niej w moje urodziny. Jest malarką! I urodziła czworo dzieci! Jest bardzo fajna. Pomyślałam, że dobrze będzie urodzić dziecko, kiedy jestem jeszcze młoda. Mam szczęście, że technologia na to pozwala.

O’BRIEN: Cudownie. Może to dobry moment, żeby wrócić do twojego dorastania? Opowiedz o twoich rodzicach. Jak się poznali? Jaką pracę wykonywali?

PUAN: Początkowo miałam czworo rodziców. Kareema, który został zabity – o nim już wpominałam. I Josepha, jego chłopaka. Joseph w ramach swoich trzech-godzin koordynował dystrybucję lekarstw dla diabetyków – działał w kręgach zajmujących się logistyką farmaceutyczną. Teraz jest na emeryturze. Sara, moja mama, w czasie swoich trzech-godzin jest pielęgniarką. Wciąż pracuje. A Caleb, mąż Sary, prowadził autobus. A przedtem był chyba nauczycielem. Kiedyś mi mówił, że został kierowcą autobusu pod wpływem swojej grupy politycznej. Wszyscy brali udział w zakładaniu Komuny North Ironbound niedługo po tym, jak
Newark zostało zajęte przez siły insurekcji. Oni i jego dzieci wprowadzili się dużo później.

O’BRIEN: Opowiedz mi o North Ironbound.

PUAN: To moja komuna. Mamy dwustu trzydziestu jeden mieszkańców. To była pierwsza komuna w Newark. To działo się przed moimi narodzinami, inni lepiej znają tę historię. W czasie insurekcji ludzie zakładali ogromne kuchnie spółdzielcze i pracowali przy zdobywaniu i wspólnym spożywaniu jedzenia. Później zaczęli się też dzielić opieką nad dziećmi i dla bezpieczeństwa starali się spać blisko siebie. Początkowo chodziło o to, żeby utrzymać się przy życiu i wypracować sposób dystrybucji żywności, który pozwoli wszystkich wykarmić. Trzeba też było zadbać o to, żeby wszystko dalej działało, kiedy już zniesiono pieniądz, policjanci zrzucili mundury, faszyści zostali wypędzeni, a ludzie nadal potrzebowali jedzenia. Wspólne kuchnie były zalążkiem komuny – wychodząc od nich, ludzie zaczęli dzielić się wszystkimi formami codziennej pracy. Grupy miały chyba po kilkaset osób? Ludzie uznali, że to lepszy sposób na życie, więc wraz z postępowaniem insurekcji zaczęli zajmować budynki mieszkalne na komuny. North Ironbound była pierwszą w Newark, a Dutch Neck, tuż obok nas, następną. Jesteś bardzo stara! Możesz to pamiętać.

O’BRIEN: Pamiętam! W tamtym czasie byłam na Brooklynie. Wtedy też byłam stara. Dlaczego twoi rodzice się w to zaangażowali?

PUAN: Bo byli komunistami! (śmiech) Zdaje się, że kiedy wszystko zaczęło się uspokajać, było trochę kłótni o to, czy ludzie powinni wrócić do swoich maleńkich gospodarstw domowych, żyć w odizolowanych rodzinach i znowu zacząć używać pieniędzy. Moja rodzina była temu przeciwna i walczyła o utrzymanie komun. Pomogli wywalczyć rozwiązanie, dzięki któremu żywność napływająca z innych regionów jest dystrybuowana we wspólnych kuchniach. Część osób jakoś radziła sobie, żyjąc w swoich dawnych domach, ale stopniowo ludzie coraz bardziej włączali się w funkcjonowanie lokalnych komun. Myślę, że moi rodzice byli w to szczególnie zaangażowani ze względu na to, kim byli. Kareem i Joseph byli gejami, a wtedy to jeszcze chyba w ogóle był temat? I są, jak to się mówi, parami międzyrasowymi. Więc to wpływało na ich postawy polityczne. A Sara bardzo, ale to bardzo nienawidziła prac domowych. Wciąż na to narzekała, kiedy dorastałam, mimo że w ramach swoich dwóch-godzin udawało jej się unikać wszystkich tego rodzaju obowiązków. Mówiła, że kobiety nie powinny już nigdy więcej wykonywać żadnych prac domowych, ponieważ tak długo były na nie skazane. Chociaż kiedy zajmowałam się tym w ramach swojej zmiany, nie wydawało mi się to aż tak wielkim problemem.

O’BRIEN: Czy kiedykolwiek chciałaś, aby twoja rodzina była bardziej niezależna, na przykład gotowała i sprzątała tylko na własne potrzeby, żyła samodzielnie, żeby rodzice byli za wszystko odpowiedzialni?

PUAN: Nie! O boże, wiem, że ludzie kiedyś tak żyli, ale to brzmi okropnie i strasznie samotnie. I nie sądzę, żeby mi to dobrze zrobiło. Kiedy się wyoutowałam, żadne z moich rodziców nie wiedziało za bardzo, o co chodzi w byciu trans, ale mogli liczyć na mnóstwo pomocy od wszystkich, z którymi pracowali i jedli. Pieniądze i własność prywatna brzmią jak okropny pomysł, wszyscy musieli być kiedyś okropnie nieszczęśliwi.

O’BRIEN: Jakie jest twoje pierwsze wspomnienie?

PUAN: Pamiętam, jak czołgam się w słońcu i znajduję dynię ukrytą pod wielkimi liśćmi. Pamiętam słońce przeświecające przez liście. Dużą część dzieciństwa spędziłam na naszej farmie. Ludzie ją uwielbiają, dlatego wciąż ją uprawiamy.

O’BRIEN: Czy to farma pozwoliła ludziom przeżyć?

PUAN: Och nie! Kiedy walki już wygasły, zaczęliśmy otrzymywać jedzenie z całego świata. No i cały czas mieliśmy cyfry i filmy, a internet został szybko przywrócony. Byliśmy zdrowi. Sara była główną osobą odpowiedzialną za opiekę medyczną w naszej społeczności, ale często pracowała razem z lekarzem z Dutch Neck. Kiedy dorastałam, wszystko było naprawdę w porządku. North Ironbound nigdy nie było żadnym centrum produkcyjnym. Dlatego trzy-godziny, które wykonujemy, nie są w żaden sposób związane z komuną. Niektórzy wychodzą do pracy na zewnątrz, inni pracują nad różnymi projektami w warsztatach i przestrzeniach pracy wspólnej w głównym budynku. Poza tym wszyscy odrabiają dwie-godziny na rzecz komuny, robiąc rzeczy takie jak gotowanie, sprzątanie czy prace budowlane. Ale produkujemy tu jedynie kilka przedmiotów na użytek własny i kilku sąsiadów. Mimo to mamy swój wkład w regionalną produkcję i jesteśmy bardzo zaangażowani w globalną logistykę.

O’BRIEN: Trzy-godziny? Czyli trzy godziny pracy dziennie? Nie sądzę, żeby wszyscy słuchacze dzielili swój czas na trzy- i dwie-godziny.

PUAN: No jasne, trzy godziny dziennie, co jeszcze. Trzy dni w tygodniu. Ja odrabiam swoje trzy-godziny we wtorki, środy i czwartki. Czasami ludzie wykonują trzy-godziny częściej niż trzy dni w tygodniu, ale tylko jeśli mają prawdziwą obsesję albo wydarzy się coś nagłego. Dwie-godziny też ma się zazwyczaj trzy dni w tygodniu, ale często w inne dni. Polegają na dbaniu o nasze wspólne życie tutaj, w North Ironbound.

O’BRIEN: Czy twoi rodzice mieszkali w głównym budynku, kiedy dorastałaś?

PUAN: Wtedy go jeszcze nie było. Jako nastolatka uczestniczyłam w jego budowie. Chociaż wtedy istniał poprzedni główny budynek, który był budynkiem mieszkalnym. Moi rodzice zamieszkali w kamienicy. Możesz ją tam zobaczyć! (wskazuje) Wprowadzili się do niej po moim urodzeniu. Mimo to nadal chodzili do głównego budynku na dwa posiłki dziennie i żeby oglądać filmy, odrabiać swoje trzy-godziny, a często też dwie-godziny, oraz na zajęcia i zgromadzenia, na których podejmujemy wszystkie decyzje. I właściwie w każdej innej sprawie, z wyjątkiem czasu dla siebie.

O’BRIEN: Mówiłaś, że to był trudny okres?

PUAN: (pauza) Tak. Po śmierci Kareema Joseph zrobił się bardzo nerwowy i cały czas był podminowany. Dużo wtedy pił. Pamiętam ten okres jak przez mgłę, ale pytałam o niego parę osób, przygotowując się do tego wywiadu. Mam wrażenie, że mocno to na mnie wpłynęło, nawet jeśli nie wszystko wtedy rozumiałam. Wychodzi na to, że jednej nocy Joseph mnie zaatakował. Chyba kilka razy mnie uderzył. Sary i Caleba wtedy nie było, byliśmy z Josephem sami. Jestem prawie pewna, że nigdy wcześniej tego nie zrobił… Tamtego roku powiedziałam im, że jestem trans, zrozumiałam, że jestem dziewczyną i myślę, że był tym wszystkim mocno zdezorientowany. No i śmierć Kareema była dla nas wszystkich strasznie trudna, ale dla Josepha to był szczególny cios. Joseph miał też jakiś problem z uchodźcami, którzy mniej więcej wtedy się wprowadzili, nie mam pojęcia dlaczego. Podobno nie miałam żadnych widocznych obrażeń i nikomu o niczym nie powiedziałam, ale ludzie szybko się zorientowali. Codziennie przez trzy godziny miałam lekcje w ochronce i było tam czworo dorosłych, z którymi byłam bardzo zaprzyjaźniona. Dzieliliśmy też naszą kamienicę z inną grupą dorosłych i dzieci, którzy mieszkali piętro wyżej, znałam ich wszystkich bardzo dobrze. No i znały mnie wszystkie osoby pracujące rano w ogrodzie, ponieważ byłam jednym z tych dzieciaków, które zawsze się tam kręciły. I oni wszyscy natychmiast zorientowali się, że coś jest nie tak, że coś się stało. Zwołali wielkie zgromadzenie i całą noc dyskutowali o tym, co zrobić. Dwoje przyjaciół odbyło też ze mną rozmowę o tym, jakie są moje potrzeby w tej sytuacji. Właściwie tę część, tę rozmowę, pamiętam zaskakująco dobrze.

O’BRIEN: Co było efektem tych dyskusji?

PUAN: Uznali, że Joseph naprawdę mocno spieprzył. Zmusili go do przeprowadzki, a troje jego przyjaciół zgłosiło się na ochotnika, żeby mu towarzyszyć. Przez dwa lata któreś z nich nieustannie z nim przebywało! Wydawało mi się, że to bardzo długo. Joseph musiał też pójść na terapię i chyba zaczął dużo mówić o Kareemie. Tak mi później opowiadał. Odwiedzał mnie raz w tygodniu, chociaż prawie codziennie widywałam go w stołówce. Ale zawsze był z nim przyjaciel i było jasne, że pod żadnym pozorem nie pozwoli mu zostać samemu ani uciec. To było trudne i dziwne. Zrobiłam się przez to bardzo przygnębiona i dołączyłam do grupy terapeutycznej dla dzieci w Dutch Neck. Pomogła mi uporać się z tikami i bólami brzucha i uporządkować swoje emocje, a ostatecznie okazała się też bardzo pomocna w poukładaniu sobie tego, że jestem dziewczyną. (pauza)

O’BRIEN: Czy wiesz, kto był zaangażowany w tę decyzję? Jak wiele osób?

PUAN: Chyba wszyscy. W North Ironbound mieszka ponad dwieście osób. Zapewne ważny był głos rodziców, dziadków i niektórych ze starszych dzieciaków, które jeszcze nie wyjechały na swoją wyprawę, a także Harriet, która była specjalistką od psychologii rozwojowej, oraz wszystkich moich przyjaciół. Zakładając, że wyglądało to podobnie do wszystkich zgromadzeń, w których uczestniczyłam jako nastolatka. Nie mówię o identycznych sytuacjach, ale przy okazji innych problemów zdarzało mi się brać udział w podejmowaniu decyzji. Tak zwykle wyglądają dyskusje, kiedy chodzi o dzieci, które mają jakieś problemy – ważną rolę odgrywają wtedy rodzice i starsze dzieciaki oraz osoby opiekujące się dziećmi.

O’BRIEN: Czy kiedykolwiek mieszkałaś w ochronce?

PUAN: Tak, kiedy miałam trzynaście lat, naprawdę nie chciałam już dłużej przebywać z rodzicami. Wprowadził się Ani, nowa miłość Josepha. Xe przyprowadził troje dzieci: Bookera, Rashana i jeszcze jedną Sarę. W mieszkaniu było tłoczno, a ja nie byłam blisko z tymi dziećmi. Przeprowadziłam się do ochronki dla nastolatków – to było kilka mieszkań w głównym budynku. Było wspaniale! Spędzaliśmy mnóstwo czasu, grając w gry komputerowe, wymyślając zwariowane RPGi i wspólnie pisząc opowiadania. Zawsze mieliśmy straszny bałagan w pokojach. Jedliśmy wszystkie posiłki w stołówce, a dorośli przychodzili do ochronki dwa razy dziennie, więc nie byliśmy zupełnie sami. Ale panował tam zupełny chaos. Mimo to nie uprawialiśmy w ogóle seksu. To trochę zaskakujące, bo mieliśmy tyle edukacji seksualnej w szkole, ale wtedy była moda na to, żeby poczekać z seksem do czasu swojej wyprawy. Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żeby to miało sens, i cieszę się, że teraz się to zmienia. Więc tak, mieszkałam tam. Szkoła działała podobnie jak trzy-godziny, ale czasem więcej dni w tygodniu, poza tym wszyscy mieliśmy dyżury na pracę w komunie. W ramach swoich dwóch-godzin zawsze zajmowałam się pracą w ogrodzie, ale polubiłam też gotowanie. Przez resztę czasu zajmowałam się fotografią. Mieliśmy w piwnicy dobrze zorganizowaną ciemnię, a kiedy zaczęliśmy projektować nowy budynek główny, zadbałam o to, żeby stworzyć całą pracownię fotograficzną, bo wszystkie w Newark są do bani.

O’BRIEN: Co rodzice myśleli o twojej wyprowadzce?

PUAN: Było im chyba z tego powodu trochę przykro. Ale to nie była ich decyzja. Tylko moja. (pauza) Wydaje mi się też, że zgromadzenie i ochronka musiały mieć w tej kwestii coś do powiedzenia. (długa pauza)

O’BRIEN: Jak często masz kontakt z osobami spoza komuny? Takimi, których nie znasz od dziecka?

PUAN: Zawsze zatrzymują się u nas podróżnicy. Często nawet po kilkanaście osób – młodzież w trakcie swojej wyprawy, uchodźcy z miejsc dotkniętych katastrofami, osoby, które nie były szczęśliwe w swoich komunach albo takie, które po prostu nie potrafią nigdzie dłużej zagrzać miejsca. Niektórzy zostają w końcu rezydentami, ale wielu przenosi się dalej. Kiedy dorastałam, bardzo ekscytowało mnie poznawanie odwiedzających nas podróżników. Często jadłam razem z nimi posiłki i zadawałam im mnóstwo pytań. Znam przez to mnóstwo ludzi z komun wokół Newark, północnego Jersey i Nowego Jorku. Odbywają się też różnego rodzaju imprezy, konferencje i zawody. Najczęściej nicią porozumienia z innymi są dla mnie tematy trans i moja sztuka. Duża część mojego życia rozgrywa się w sieci, na wideorozmowach i konferencjach z osobami z mojego środowiska artystycznego albo z Grupy Planowania, więc nieustannie jestem w kontakcie z ludźmi z całego świata. Trzeba też chyba podkreślić, że ludzie, którzy tu mieszkają, mieli wcześniej bardzo różne życiorysy. W North Ironbound, jak w wielu innych komunach, bardzo cenimy to, że mieszkają tu ludzie pochodzący z różnych miejsc.

O’BRIEN: Czy dokonałaś medycznej tranzycji?

PUAN: Tak. Do czternastego roku życia zażywałam inhibitory dojrzewania, a potem przeszłam dojrzewanie jako dziewczyna. Inne transdzieciaki, które znałam, były bardzo niebinarne. Wtedy wszyscy byli chyba trochę niebinarni i biseksualni, ale ja byłam przekonana, że jestem dziewczyną. Przeszłam kilka operacji, zanim dało się przeprowadzić terapię genetyczną, aby reszta mogła wydarzyć się sama. Chociaż wcale nie uprawialiśmy seksu, cały czas się zakochiwałam. Naprawdę w kółko, bez przerwy. Bardzo kręciły mnie randki, romanse i spacery. Boże, na ile spacerów wtedy chodziłam, roztrząsając swoje uczucia. To był przemiły czas. I bardzo skomplikowany.

O’BRIEN: Opowiedz nam o zakochiwaniu się.

PUAN: Jestem straszną romantyczką. I tyle! Poznawałam kogoś, pracując nad jakimś projektem albo odwiedzając inną komunę, a czasem zbliżałam się do kogoś stąd i czułam tę iskierkę, miałam wrażenie, że się budzę i ożywam w środku. Uwielbiałam to uczucie. Potem zaczynałam flirtować, nakręcałam się, robiłam się oszołomiona i przerażona i chodziłam na randki, po których zwykle następowały jakieś dramaty i krępujące neurotyczne rozmowy. Za każdym razem dowiadywałam się trochę więcej o sobie, o tym, jak może mnie zwodzić własne serce, kiedy się tak odsłaniam. Zaczęłam bardzo powoli uczyć się, jak nie wdawać się w tyle konfliktów, a co wywołuje u mnie gwałtowne reakcje i wyprowadza z równowagi. Część tych problemów wynikała chyba z tego, co stało się z moimi tatami. W każdym razie, zaliczyłam mnóstwo osób. Spotykałam się, podrywałam albo robiłam coś z każdym, kto był mniej więcej w moim wieku. Ale wciąż mam głęboko zakorzenione przekonanie, że bycie szczęśliwą, naprawdę szczęśliwą, jest możliwe tylko, kiedy jest się prawdziwie i całkowicie zakochaną. Mam nadzieję, że z tego wyrosnę. Myślę, że muszę się nauczyć, jak być sama. Mieszkając tutaj, rzadko jestem sama. Może nauczę się samotności podczas mojej wyprawy.

O’BRIEN: Mam nadzieję, że tak! (pauza) Co masz nadzieję robić w przyszłości?

PUAN: Cóż, bardzo się ekscytuję moją wyprawą. Układałam plan ze znajomymi z ochronki, którzy już ją odbyli. Mówiłam ci, że chciałabym zajść w ciążę. Może będę miała dwoje dzieci? Może jedno? Nie wiem. Myślę, że spróbuję uczyć fotografii. Dlatego zamierzam zacząć studia w Essex County.

O’BRIEN: To uczelnia?

PUAN: Tak, będę studiować pedagogikę i fotografię, żeby móc prowadzić zajęcia dla dzieci. To byłyby moje trzy-godziny i chciałabym organizować lekcje popołudniami, bo wtedy dzieci nie są tak śpiące. Planuję też dalej pracować w ogrodzie i może będę prowadzić grupę dyskusyjną dla osób trans, której byłam częścią w Dutch Neck. 

O’BRIEN: Mówiłaś, że jesteś zaangażowana w Grupę Planowania?

PUAN: Trochę. Od roku jestem w zdecentralizowanej radzie logistycznej zajmującej się dystrybucją hormonów na całym kontynencie. Chyba mam to po Josephie, zawsze bardzo mu zależało, żeby wszyscy mieli dostęp do potrzebnych im leków; poświęcał temu dużo uwagi i był pod tym względem niezwykle skrupulatny. To, co można łatwo wyprodukować lokalnie, wytwarzamy sami, ale wiele rzeczy importujemy. Zawsze uważałam, że w kwestii lekarstw nie można pozwolić sobie na błędy. Jeśli nie będziemy mieć najnowszych cyfr, nikt z tego powodu nie umrze. Ze względu na doświadczenie tranzycji przekonałam się, jak ważne są hormony, a w Grupie Planowania potrzebowali pomocy na tym obszarze. Jeśli mój wkład zostanie w miarę dobrze przyjęty, w trakcie mojej wyprawy będę się tym dalej zajmować. 

O’BRIEN: W tym tygodniu jest setna rocznica wydarzeń w Stonewall. Chciałabyś coś może powiedzieć na ten temat?

PUAN: Jedziemy naszą transgrupą na imprezę na Manhattanie. To ogromna impreza! Czytaliśmy też o Sylvii Riverze i Marshy P. Johnson, i o udziale osób transpłciowych w insurekcji. Moja grupa wystawiła też w zeszłym tygodniu sztukę, w sensie sztukę teatralną. Napisaliśmy ją i bardzo poważnie podeszliśmy do produkcji. Ogólnie lubię imprezy. Zwykle biorę na nich dużo narkotyków. Kilka lat temu na imprezach w Stonewall bardzo wkręciłam się w halucynogeny, kiedy moje skany neurologiczne już wykazały, że jest to dla mnie bezpieczne. 

O’BRIEN: Powiedziałaś, że twoi rodzice byli komunistami. Ty też jesteś komunistką?

PUAN: Ja już nawet nie wiem, co to znaczy! Wydaje mi się, że nadal istnieją jakieś enklawy faszystów i ktoś musi z nimi walczyć, no i naprawdę nie rozumiem co, do cholery, dzieje się w Australii? Wygląda to na niezły bałagan, w dodatku mają tam tę całą własność, pracę najemną, pieniądze i rząd. Musimy jakoś zrobić z tym porządek. Zastanawiałam się nad odbyciem tam służby i dołączeniem do walk, ale przerażała mnie nawet sama myśl o tym. Ale czy nie wszyscy są komunistami? Co to w ogóle znaczy być dziś komunistką?

O’BRIEN: Nie wiem. Ale wygląda na to, że lubisz swoje życie.

PUAN: Lubię. Jestem szczęściarą. Jestem naprawdę wielką szczęściarą.

O’BRIEN: Wspominałaś, że chciałabyś coś przeczytać? Jakiś cytat?

PUAN: Tak. To książka Kareema. Nosił ją ze sobą. Napisał ją ten Francuz, Fourier, tu jest napisane, że w 1808 roku. Na końcu był fragment, który Kareem podkreślił. Dostałam ją po jego śmierci. Już mam: „Nie dajcie się zwieść przyziemnym ludziom, którzy myślą, że wynalezienie praw Ruchu jest niczym więcej jak teoretyczną kalkulacją. Pamiętajcie, że potrzeba zaledwie czterech lub pięciu miesięcy, aby wprowadzić owe prawa w życie na jednej lidze kwadratowej. Próba ta mogłaby zostać zrealizowana nawet do końca przyszłego lata, a w rezultacie cały rodzaj ludzki wkroczyłby w stan powszechnej harmonii. Waszym postępowaniem powinna zatem kierować odtąd łatwość i bliskość tej bezmiernej rewolucji”. Podoba mi się ten fragment. Odniosłam wrażenie, że Kareem czuł, że przyszłość nadchodzi i nigdy nie porzucił nadziei. Wszyscy potrzebujemy nadziei. Kareem umarł po to, żeby to wszystko było możliwe, a ja bardzo za nim tęsknię. 

O’BRIEN: Czy jest jeszcze coś, czym chciałabyś się podzielić? 

PUAN: Nie, myślę, że dobrze nam to wyszło. Podobało mi się udzielanie wywiadu. 

O’BRIEN: Dziękuję Kayla. Mnie również ta rozmowa sprawiła dużo przyjemności. 

PUAN: Nie ma za co! Martwiłam się, że może być dziwnie. Jesteś bardzo stara. Ale było miło. W niektórych momentach smutno. Dziękuję, że przeprowadziłaś ze mną wywiad.

O’BRIEN: Dzięki.

KONIEC TRANSKRYPCJI

Udostępnij

Pisarka, rodzic, komunistka i transpłciowa kobietą mieszkającą na Brooklynie. Współpracuje z NYC Trans Oral History Project, rzeczywistym, niefikcjonalnym, istniejącym obecnie internetowym archiwum. Jest redaktorką „Pinko”, czasopisma poświęconego gejowskiemu komunizmowi.