Teatr Polski w Warszawie

Udostępnij

Kiedy zaczynają Czerwony sztandar, a chwilę później Warszawiankę 1905, to chce się dołączyć i śpiewać razem z nimi. Scena, w której Kum Kaplica zbiera swoją żydowsko-socjalistyczną ekipę przed demonstracją, na której ma dojść do konfrontacji z ONRem, należy do najbardziej budujących. Nie tylko w tym spektaklu. Nastroje są raczej minorowe, pozytywnych narracji – zwłaszcza dotyczących bieżącej polityki – w zasadzie nie ma. Tymczasem na scenie warszawskiego Teatru Polskiego odgrywa się fantazję – że można. Można się strzelać z faszystami, a nawet wygrywać.

Pisząc recenzję z Wyzwolenia Swinarskiego, Marta Fik zwróciła uwagę na ciekawy paradoks. Ostatni dramat Wyspiańskiego jest utworem tak wieloznacznym i niejasnym, że mało kto go rozumie, a mimo to chętnych do zmierzenia się z nim nie brakuje. Ryzyko porażki nie odstraszało śmiałków, utrudnienia interpretacyjne nauczono się zresztą zręcznie wymijać, przykrawając dzieło do aktualnych potrzeb.

„Lejdis and dżentelmen, madam i mesje, panie i panowie. Mówią o nas różnie, wesoła trupa, dziwki, dom schadzek, diabła, dom złego prowadzenia się. Albo po prostu – burdel artystyczny le bordel artistique...” – tymi słowami często witana była publiczność na wieczorze artystycznej satyry, politycznym kabarecie, podczas którego nikt nie mógł czuć się bezpiecznie, bowiem żadne poglądy i postawy z polskiego życia nie umykały ironicznej uwadze twórców.

Udostępnij