Teatr im. Fredry w Gnieźnie

Udostępnij

MORAWSKI: Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej to okazja, by obejrzeć teatr, jakiego na co dzień chyba nie oglądamy. Na przykład teatr dla dzieci i młodzieży. Mam wrażenie, że jest on słabo opisywany, a jeżeli jest – to raczej w wąskim kręgu. W związku z tym jest to okazja, by o tym teatrze porozmawiać, bo – jak zwykle – sporo było w tym sezonie zgłoszonych przedstawień, zwłaszcza dla dzieci, a co więcej stanowią one mniej więcej połowę spektakli, które zakwalifikowaliśmy do finału. Mamy Dzikiego z Wałbrzycha, Kwiat paproci z Teatru im.

W I tak nikt mi nie uwierzy aktorzy opowiadają o zdarzeniach, część z nich rekonstruując w sposób bardzo schematyczny. Podobną konwencję Janiczak i Rubin wykorzystali już w Sprawie Gorgonowej w Starym Teatrze (2015). O ile tam teatralne śledztwo dotyczyło oskarżenia Rity Gorgonowej o morderstwo, o tyle w nowym spektaklu przedmiotem dochodzenia są przestępstwa seksualne dokonane na bohaterce.

„Przywykłam do sytuacji”, „nie było po co krzyczeć”, mówi Barbara Zdunk, a nad wszystkimi jej słowami wisi jeszcze tytuł sztuki: I tak nikt mi nie uwierzy. Mówi tylko dlatego, że zmuszają ją do mówienia – o gwałtach, które zaczęły się, gdy miała dwanaście lat, wybiciu jednego oka, drugiego. Najpierw wykorzystał ją stryj, potem cała parada żołnierzy, parobków, strażników w więzieniu. Zeznawanie jest tylko kolejnym etapem opresji, Barbara wie, że tak jak nie było po co krzyczeć, tak nie ma po co opowiadać. Bo wszyscy dookoła też przywykli do sytuacji i nikt jej nie zmieni.

„Gdy w tekście w miejsce «czarownic» podstawimy «kobiety», uzyskamy znacznie lepsze zrozumienie okrucieństw, jakich Kościół dopuścił się wobec tej części ludzkości” 1– pisze feministyczna autorka Matilda Joslyn Gage. To ważny i oczywisty postulat. Oczywisty, bo to właśnie kobiety stanowiły osiemdziesiąt pięć procent osób spalonych na stosie pod zarzutem czarów.

Udostępnij