Bierz ile chcesz

Małgorzata Semil
Blog
09 lut, 2021

Lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku, jestem w Londynie na tak zwanym wyjeździe studyjnym British Council. Zainteresowanie nieinstytucjonalnymi działaniami teatralnymi i parateatralnymi zaprowadziło mnie do Roundhouse, dawnej parowozowni, gdzie grupa artystów idealistów pod wodzą Arnolda Weskera stworzyła Centre 42, ośrodek mający zapewniać powszechny dostęp do kultury. Problemy finansowe przerosły zapaleńców, odzyskana dla sztuki parowozownia stawała się przestrzenią widowiskową na wynajem. Centre 42 dogorywał, Wesker ze swoimi socjalistycznymi zapędami poniósł klęskę. Zdziwiłam się więc, kiedy na przedstawieniu, w siedzącym dokładnie naprzeciwko mnie szczupłym brunecie rozpoznałam Weskera. Na okrągłej scenie Józef pysznił się swoim płaszczem w technikolorze śpiewając songi Andrew Lloyd Webbera i Tima Rice’a, a ja się biłam z myślami, czy po spektaklu zaczepić wielkiego przegranego. Zdecydowałam na tak i krótka rozmowa zakończyła się zaproszeniem na niedzielny brunch, jak się miało okazać, nie jednorazowym. Weskerowie mieszkali na północy Londynu w przestronnym domu o niekonwencjonalnej architekturze, pełnym bibelotów. Wesker miał gabinet na strychu, na piętrze mieścił się pokój gościnny, który prawie nigdy nie stał pusty, bo gospodarze, w swojej życzliwości i otwartości na świat, zawsze kogoś przygarniali. 

Na niedzielnych brunchach gromadziło się po kilkanaście osób – angielska śmietanka intelektualna i artystyczna oraz zaprzyjaźnieni cudzoziemcy. Spotkania przeciągały się do wieczora, ludzie siedzieli w grupkach i gadali, nastoletnie dzieci (Lindsay, Daniel i Tanya) podsuwały gościom przygotowane przez Dusty Wesker smakołyki. A Dusty – konkretna, rzeczowa, znakomicie zorganizowana – uwielbiała gotować i karmić towarzystwo (karmiła wszystkich i wszystko, nawet koty z sąsiedztwa, których serdecznie nie lubiła).

Utkwiło mi w pamięci zwłaszcza jedno takie spotkanie. Peter, dramatopisarz mówiący z niemieckim akcentem, Lisa, Kanadyjka, literaturoznawczyni o polskich korzeniach, pisząca właśnie o kabarecie i Arnold rozprawiali o czymś, co zawsze Weskera frapowało: o potrzebie zapewnienia pisarzowi podmiotowości. Jak się okazało, niebawem wszyscy troje zmienili słowa w czyn. I tak Peter stał się jednym z założycieli Verlag der Autoren, Arnold i Lisa z kilkoma innymi osobami utworzyli Writers & Readers Publishing Cooperative Limited. 

Potem minęło dużo czasu i Peter zasłużył na sławę oraz niesławę, gdyż był to Peter Handke. Lisa, napisawszy książkę o kabarecie, napisała jeszcze wiele bardzo wartościowych prac i stała się ikoną feminizmu, gdyż była to Lisa Appignanesi. Arnold natomiast, ten syn biednej, żydowskiej rodziny, w 2006 roku otrzymał tytuł lordowski. Oficjalne zaszczyty nie zniwelowały goryczy, że będąc autorem kilkudziesięciu sztuk, swoje miejsce w teatrze zawdzięcza tylko tym pierwszym, gniewnym. W 2016 odszedł z tego świata. 

Mnie, oprócz wspomnień, został przepis na serwowany przez Dusty tradycyjny keks z Yorkshire, skąd pochodziła. Nazywa się on „Cut and Come Again”, co w bardzo swobodnym tłumaczeniu może być „Bierz ile chcesz – i dokładkę też” i wyraża w pełni atmosferę tamtego domu, której bym nie zaznała, gdybym się wtedy nie zdobyła na odwagę.

Udostępnij

W zespole redakcyjnym „Dialogu” od 1966 roku. Tłumaczka. Absolwentka Wydziału Filologii Angielskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Pełniła funkcję kierownika literackiego Teatru Powszechnego w Warszawie. Współpracuje z Międzynarodowym Instytutem Teatralnym. Wykłada na Uniwersytecie Warszawskim. Jest współautorką „Słownika współczesnego teatru". Przetłumaczyła na język polski kilkadziesiąt sztuk autorów angielskich, amerykańskich, australijskich, afrykańskich i irlandzkich.